Dlaczego to wszystko jest takie przygnębiające? :(
Ja jednak szaleję za tą dziewczyną. Nie, nie to co pomyślisz sobie czytelniku. Ona po prostu tak na mnie działa. Wiele dla mnie znaczy, liczę się z nią i chcę jej imponować. Chcę żeby zwracała na mnie uwagę i cieszyła się. Po tym wszystkim? Po takiej złości? Tak, po tym wszystkim...
Tak po prostu... Jak najprościej
W forumowym RPG i wirtualnym państwie "Imperium Romanum" jako członek senackiej komisji pośredniczę w nominacji na wyższe stanowiska, przesyłając Cezarowi kandydatury. Oczekujący na decyzje bardzo często pytają się "na jakim etapie jest nominacja", co bywa bardzo irytujące, zwłaszcza, że Cezar nie odpowiada.
Obywatel XYZ 18:44:49
witam
Ja 18:45:08
witam
Obywatel XYZ 18:46:08
mam pytanie [jak zwykle] czy są jakieś postępy w sprawie wyboru kwestora?
Ja 18:47:12
nie ma
Ja 18:47:15
i nie będzie
Obywatel XYZ 18:47:31
tzn?
Ja 18:50:25
postanowiłem, że ten kto pierwszy z was (Ciebie i J.) zapyta mnie o "postęp prac" , zostanie wycofany z "rozgrywki"
Ja 18:50:32
trzy tygodnie był spokój
Ja 18:50:37
a teraz padło na Ciebie...
Ja 18:50:41
sorry Winnetou
Potem powiedziałem mu, że to był żart, ale po dalszych komentarzach widać było, że się przejął. I jak tu nie mieć opinii drania i chama? ;)
Wróciłem. Rozpakowałem się. Dałem prezenty. Siadły mi głosniki... Dobranoc państwu!
See you soon... America!
"Zawsze odpowiadaj na zadane Ci pytanie "nie". Potem zawsze możesz odpowiedzieć "tak""
Zaprzyjaźniny adwokat wujka, zresztą z pochodzenia Polak, ma swoją maksymę: "Jeżeli ktoś Cię o coś pyta, odpowiadaj zawsze "nie". Potem zawsze możesz poprawić się na "tak". Jeśli odpowiesz najpierw "tak", nie będziesz mógł powiedzieć "nie"."
Dwie torby, załadowane po brzegi, są na granicy dopuszczalnej wagi. Część książek trafiła do podręcznego bagażu. DVD z filmami i zdjęciami nagrane. Jednym słowem - szykuje się wyjazd :) Z domu pojedziemy za ok. pół godziny.
Samolot opóźnił się, więc mam wylot po 20 naszego czasu. Na szczęście lecę w nocy, więc raz, że będe mógł spać, a dwa, że nie odczuje tak zmiany czasu (w Polsce będe nad ranem). Na szczęście okazało się, że mogę ze sobą wziąć iPoda, więc oprócz spania posłucham sobie własnej muzyki :)
Czekają mnie jeszcze pożegnania, a potem kontrole, kontrole, kontrole i wylot...
Wczoraj zajrzeliśmy popołudniu na Navy Pier, dawne nabrzeże marynarki wojennej, obecnie reprezentacyjny bulwar Chicago, wbijający się w wody jeziora Michigan. Trafiliśmy akurat na pierwszy dzień Air Show, tak więc nad naszymi głowami co chwila przelatywały samolory F-16.
Navy Pier to fajne miejsce, pełne muzyki, kwiatów i turystów. Porobiliśmy nieco zdjęć, wsiedliśmy na szybki statek motorowy, z którego podziwialiśmy panoramę miasta. Piękny widok + mocna, rockowa muzyka + szybka łódź = to co tygryski lubią najbardziej ;) Niestety, niedługo potem spadł deszcz, więc już na słynny diabelski młyn nie wsiedliśmy. Ale może następnym razem ;)
Wczoraj, w późnych godzinach wieczornych wujek zabrał mnie do amerykańskiego kina. Wielki moloch z 16 salami tętnił życiem w piątkowy wieczór. Kupiliśmy sobie tradycyjnie popcorn i colę i zasiedliśmy w wygodnych fotelach.
BR>
Wybraliśmy "Piraci z Karaibów: Skrzynia Umarlaka", który został już rekordzistą otwarcia i bije rekordy popularności. Jednym słowem - jest trendy ;) Niestety, nie podejmę się oceny tego filmu gdyż po pierwsze nie oglądałm pierwszej części (w domu pewnie nadrobię :) ), a po drugie średnio na jeża rozumiałem dialogi angielskie. Natomiast wuj stwierdził, że dwójka nie dorasta do pięt jedynce ;)
Ale co mogę powiedzieć? Na pewno rola Johhnego Deepa jest bardzo charakterystyczna i komiczna - sposób chodzenia, mimika, teksty. Podzielam pochlebne opinii o postaci Jacka Sparrowa. Dwie sceny rozbawiły mnie bardzo - gonitwy z tubylcami i moment wykopywania skrzyni. Efekty specjalne robią wrażenie, a załoga Latającego Holendra jak dla mnie jest przekonywująca w swej "straszności" ;)
Tęczowa Książeczka, czyli zbiór wypowiedzi Premiera Kaczyńskiego :)
Łże-felieton, zwany też pseudo-tekstem lub niby-nóżką publicystyczną. Zacząłem uprawiać ów gatunek w momencie gdy pojawił się duży popyt na teksty w pewnym internetowym magazynie. Nie sądze, żeby mi przeszło.
Czym charakteryzuje się ów łże-felieton? Otóż przede wszystkim autor nie posiada ani renomy, ani krztyny dobrego smaku. Aspiruje tym samym do "pewnych kręgów intelektualnyh". Inną ważną cechą jest humor zrozumiały tylko dla autora i specyficznie nieuporządowanie myśli. Autor chciałby rozmieszać i wzruszać. Czytelnicy płaczą więc z tępej radości i śmieją się baranim śmiechem w odrucho smutku. Dodatkowo widoczna jest erudycja autora, który jest erudytą sam dla siebie. Sam proces powstawania tekstu związany jest z charakterystycznym stanem ducha i ciała, zwanym eufemistycznie "stanami euforycznymi".
Jakie zastosowanie ma łże-felieton? Przede wszystkim nadaje się do natychmiastowego przeredagowania. Dodatkowo skutkiem napisania owego jest ostra zje*ka od rednacza tudzież szefa działu.
Może powinienem się zamknąć i złamać pióro? Lepiej nie - ja przynajmniej wiem o łże-felietonach. Wielu jest takich, którzy je piszą, a są święcie przekonani o swojej sile i talencie ;)
Dzięki kontaktom, jakie ma zacny wujek, dostałem się na audiencję do dyrektora tej placówki.
Najpierw jednak zwiedziłem muzeum - cztery sale zbieraniny polskich ew. polonijnych rzeczy. Średnio ciekawe, chociaż miło było poczytać pokazane w gablotce starodruki, obejrzeć mundury Hallerczyków i zbroje husarskie. Zdziwiło mnie jednak, że pierwsze dwie spotkane osoby z obsługi nie mówiły po polsku.
Potem jednak pogadałem z dyrektorem. Dowiedziałem się wiele ciekawych informacji o historii muzeum, Polonii i obecnych działaniach. Potem zostałem skontaktowany z panią bibliotekarką i bardzo fajną i bardzo miłą panią archiwistką :) "Etykietka" dziennikarza z Polski ułatwiła mi rozmowę do tego stopnia, że mogłem posłuchać narzekań archiwistki nt. samodzielnej pracy w bardzo dużym archiwum :)
Na końcu zrobiłem sobie zdjęcie z obsługą i dostałem zaproszenie do wpisania się do księgi gości, w której notabene wpisał się kilka stron wcześniej wicepremier Lepper :D
Teraz tylko zanotować relacje, przeczytać przewodnik i napisać tekst. I komu by go potem sprzedać? "Gazeta Wyborcza", "Wprost", "Polityka", "Nasz Dziennik"? ;)
Wczoraj, korzystając z ostatnich dni ponytu, pojechaliśmy nad Michigan. Pierwszym punktem była jednak świątynia Bah'ai, zwana też świątynią wszystkich wyznań. "Religia" ta uznaje, że wszyscy prorocy (Budda, Mojżesz, Mahomet, Chrystus) są głosem jednej Najwyższej Istoty. Tak więc wszystkie religie są spokrewnione. Sama religia ma dużo wątków związanych z joggą, medytacją czy nawet reinkarnacją.
Przyznam szczerze, że mnie to specjalnie nie zachwyciło, nawet sama idea takiego panteonu nie specjalnie mnie zainteresowała. Aczkolwiek przyznam, że świątynia jest bardzo piękna, pełna ornamentów, zwieńczona ażurową kopułą.
Potem troche leżenia na plaży. Plaża jak plaża ;) Troche jak nad Bałtykiem, ino że woda nie słona. Zdjęć nie będe pokazywał, bo źle wyglądają ;)
Siostrze dzisiaj kupiłem ciuchy: spodnie, spódnice i dwie bluzki. Mama dostanie torebkę, ojciec statyw pod kamerę i aparat, oboje dostaną też eleganckie karty do gry. Jedyne co muszę kupić sobie, to jakiś elegancki trunek "do postawienia na półkę" ;)
Korzystając z okazji kupiłem w ramach prezentu dla siebie dwa nowe t-shirty - Floydów z rozszczepieniem światła z "The Dark side in the moon" i "C.I.A. - Certified Idiots of America" - obie czarne, bo czarny wyszczupla ;)
Wczoraj odwiedziłem Sears Tower - do niedawna najwyższy budynek świata, a obecnie najwyższy budynek w USA i z najwyżej położonym dachem. Wziąłem ze sobą mój nowiusieńki aparacik fotograficzny :)
Wrażenie niesamowite, zwłaszcza, że była bardzo dobra widoczność. Michigan wielkie, a na lądzie aż do linii horyzontu ciągną się zabudowania miasta i przedmieści. Downtown jest taki malutki. Pobawiłem się też zoomem nowego aparatu. Doskonale wychodziły mi zdjęcia większych obiektów na ziemi - widać np. wielki transparent z Tutem na frontowej ścianie Field Museum
Tak więc kolejną obowiązkową atrakcję Chicago nawiedziłem
Dopiero za oceanem udało mi się trafić na ekranizację jednej z moich ulubionych powieści autorstwa Hansa Helmutha Kirsta. Nakręcona przez Niemców, zajmuje dwie kasety VHS.
Jest... super! Tak wiernej ekranizacji powieści jeszcze nigdy nie widziałem. Cieszę się, gdy mogę powiedzieć co powie za chwile aktor. Zawsze ekranizacja jest pewnym zaskoczenie i zderzeniem z wyobrażeniem. Tu było ono dość miętkie. Porucznik Kraft mimo, że ma bardzo nordycki wygląd, bardzo dobrze przedstawia swój książkowy pierwowzór. Kapitan Ratshelm jest naiwny, Kater wstrętny, major Frey wyniosły, jego żona przemądrzała. Rednitz ma "mądre oczy", Hochbauer jest "niczym Siegfried" a Amfortas z Andreasem są jego kalką. Elfriedę wyobrażałem sobie z zupełnie inną urodą, ale mimo to w filmie jest piękna. Generał też troche inaczej mi się widział, ale nie mam mu nic do zarzucenia. Jedynie mój ulubieniec, cyniczny i inteligentny kapitan Feders wydaje się troche starszy i mimo, że wiele razy jest pokazany tak jak należy, to nadal mi go za mało :D I nie nazywał się Walther a Erich!!! Ale cóż - wyobrażeniu ideału nikt nie dorówna :)).
Oglądam to częściami przed snem, ale jestem bardzo zadowolony :) Polecam książkę i film!
Serial "Rzym" był jednym z hitów HBO Polska w ramówce wiosennej. Jako, że nia mam dostępu do tego ustrojstwa, dopiero za oceanem przy pośrednictwie Polish-American Video i baaaaaardzo miłej pani ekspedientki ;) udało mi sie dostać ten film.
Akcja toczy się w realiach historycznych, od finału oblężenia Alezji przez Cezara do jego śmierci z rąk spiskowców. Mamy więc walkę z Pompejuszem i Senatem, pobyt w Egipcie i władze dyktatorską. Równocześnie prowadzony jest wątek postaci fikcyjnych, przede wszystkim legionistów Lucjusza Vorenusa i Tytusa Pullo. Ten drugi jest moim zdaniem sympatyczniejszy, pierwszy natomiast bardziej dramatyczny. Postacie są bardzo wyraziste - Cezar wygląda co prawda bucowato, ale jest dobrze zagrany. Marek Antoniusz prostacki, Oktawian żywcem wzięty z posągów, Brutus przechodzący przemianę i dylematy, Kleopatra bardzo egipska, Pompejusz rozsądny ale z wadami, Katon Młodszy zapalczywy, Atia jako femme fatale. Jedynie Cyceron taki nijaki, bez uwidocznionej inteligencji i talentu retorycznego. Wygląda natomiast idealnie jak na popiersiu ;)
Szkoda, że wyraźnie brakuje scen batalistycznych - brak bitwy pod Farsalos jest karygodny! Na tej płaszczyźnie się zawiodłem, chociaż maszerujące legiony wyglądają nieźle.
Dla wielu film ten wręcz emanuje sexem, brutalnością i wulgarnością. Mnie to specjalnie nie rusza i nie oburza, a trzeba pamiętać, że późna republika nie zawsze była cnotliwa i konserwatywna.
Ogólnie mówiąc jestem zadowolony z możliwości obejrzenia tego serialu. Podobał mi się i to nawet bardzo ;) Ma też w sobie pewne walory edukacyjne, pomagając nieco zrozumieć tamte wydarzenia. Oczywiście, ma też swoje niedoróbki czy pominięcia. I dzieciom w wieku szkolnym go nie polecam ;)
PS: ma powstać drugi sezon "Rzymu". Obstawiam za początek okres około bitwy pod Fillipi i pokonanie Brutusa, po przez triumwirat Oktawiana i Marka Antoniusza aż do bitwy pod Akcjum i początku Pryncypatu :)
Pamiętacie? Dzisiaj dostałem od wuja i cioci spóźniony prezent - aparat fotograficzny Canon Power Shot A530. Dla maniaków "parametrów" - 5.0 megapiksela, 4x zoom optyczny, 18 shooting modes. Jak dla mnie - robi ładne zdjęcia i jest chyba prosty w obsłudze :) Ale się cieszę :)
A. MacLean - "San Andreas" to kolejna bardzo dobra powieść jednego z moich ulubionych powieściopisarzy. Rzecz dzieje się na brytyjskim statku-szpitalu podczas drugiej wojny światowej, pływającym w konwojach polarnych (byłe one najtrudniejsze i wymagały najwięcej wysiłku i szczęścia). MacLean z dużo znajomością tematu (podczas wojny służył w Royal Navy) i ciekawymi konceptami snuje nam opowieść, pełną szpiegowskich i batalistycznych wątków, która "rozpoczyna się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie stale wzrasta". Do tego postacie MacLeana są wyraziste i bardzo przypadają mi do gustu (chociaż np. postać głównego bohatera przypomina mi bardzo jedną z głównych postaci innej ksiazki Szkota - "Złote Rendezvous").
Bardzo polecam, tak jak i całą twórczość tego pisarza :)
Nic już nie będzie takie samo...
Policjant nie będzie policjantem, ale copem
Piwnica nie piwnicą, a basementem
Ogród nie ogrodem, a yardem
Interes nie interesem, a dealem
Ściema nie ściemą, a bullshitem
A do tego "kara stoi na kornerze"! (ktoś wie co to znaczy?)
- Ktoś do Ciebie wyciąga rękę na zgodę, szczerze i z serca. A Ty? Zimny, zjadliwy, na wskrość złośliwy i po trzykroć cyniczny... Dlaczego?
- Bo nie robi się myszy w ch*ja
Nagłym przypływem emocji i weny zmodyfikowałem szablon, dodając coś "od siebie"...
EDIT: Ten opis wyglądu i zainteresoań to wcale nie oferta towarzyska :P
Bawiąc się w kodzie jogga postanowiłem dodać sobie u góry jakiś cytat, który byłby zmieniany raz na miesiąc. Taki bajer, który wziąłem z poprzedniego bloga, prawdopodobnie nikomu nie przydatny ;) Aczkolwiek - wiele rzeczy pozornie nieprzydatnych znajduje się na jogerze, więc jeszcze jedna nie sprawi różnicy ;)
Na sierpień będzie to "Życie to sztuka dokonywania wyborów"
Kilka dni temu ciotka zapytała się mnie, czy chcę do obiadu ziemniaki rozbite czy całe. Po chwili namysłu, bo to ważna decyzja, zdecydowałem, że rozbite. Po czym dodałem sentencjonalnie "Życie to sztuka dokonywania wyborów" ;) Mało odkrywcze...
Tomasz Kuszczak w Manchesterze United
Bramkarz, który nia ma życia w Polsce, został doceniony (co prawda jako rezerwowy) przez jedną z najlepszych drużyn na świecie. I przy okazji jedną z moich ulubionych ;)
Pamiętacie?. Teraz znowu powódź, jak co roku zresztą, nawiedziła Dolny Śląsk. Oczywiście, nasz Ludek, który obecnie zastępuje PiS-Jarka na stanowisku prime ministra, wybrał się z bratnią pomocą do powodzian. Ubrał się przy tym w zajefajne trepy (których jako wielki fan tego obuwia na prawdę mu zazdroszczę).
Obiecał pomoc, po 6 tysięcy złotych na powodzianina. Mówił pięknie. Potem zorganizował sobie rozmowę z dziennikarzami, na której wyszedł jako dobry papa. Po czym... po angielsku wycofał się z miejsca wydarzeń, nie próbując nawiązać rzeczywistego kontaktu z ofiarami tragedi. Ale czy to takie trudne? Czy może po prostu to wszystko była wielka mistyfikacja "tych złych"?. Ja tam się nie znam... Ale Kazik na tym miejscu spisałby się o niebo lepiej. Przynajmniej byłoby co oglądać i z czego się pośmiać...
Jadąc dzisiaj do Planetarium Adlera, przesiadałem się na Jackson z niebieskiej na czerwoną linię. Ostatnio kolejki CTA się strasznie wloką, więc na czerwonej stacji poczekałem nieco (10 minut) na pociąg, żeby przejechać dwie stacje.
Niedaleko mnie śpiewała Murzynka. Podłączyła sobie swój sprzęt i cały dzień stała na peronie. Wyglądała mało atrakcyjnie, ale głos miała bardzo dobry. Śpiewała a'capella, coś jakby blues, coś jakby gospel. Bardzo smutne, ale wpadające w ucho. Dobre było. Zwłaszcza gdy człowiek siedzi wśród zmęczonych ludzi oczekujących na pociąg, starych i młodych - wszystkich takich powolnych i skupionych. Ciekawe wrażenie. Zwłaszcza, że wokoło jakoś wyjątkowo wielu było czarnych. Czułem się dość... wyjątkowo.
"Tu sie pracuje, pracuje, pracuje, potem pije, pije, pije i odpoczywa... A potem znowu pracuje
W Polsce podobnie - tylko tam sie nie pracuje"
"This certifies that
Tomasz Leszkowicz
has successfully completed the course
TOEFL Preparation Seminar
COM A45-110"
Taki dyplom uzyskałem dzisiaj w Oakton Community College, na lekcji angielskiego. Co ciekawe, doszedłem dopiero w połowie, ale liczy się finisz ;) Pogadałem trochę in english, poznałem troche nowych ludzi ze świata (same Latynoski i Azjatki :P), zobaczyłem inny sposób nauczania. I tyle - i nawet było nieźle ;)
Właśnie skończyłem czytać książkę pt. "Gorzka chwała" autorstwa Amerykanina Richarda Watta. Opowiada ona historię Polski okresu międzywojennego, co przy osobie autora jest dość ciekawe, gdyż wolny on jest od naszych (narodowych) podziałów i sympatii, które można scharakteryzować jako konflikt Dmowski-Piłsudski. Co prawda Watt bardziej skupia sie na osobie "Dziadka", jednak nie ogranicza się do chwalenia jego osoby, krytykując zarówno samą osobę jak i obóz polityczny z nim związany. Jednocześnie dość ciekawie i głęboko ukazuje takie osoby jak Kazimierz Bartel, Ignacy Paderewski, Edward Rydz-Śmigły, Józef Beck czy Walery Sławek.
Książka dla mnie jest bardzo dobrym rozszerzenim wiedzy o Polsce międzywojennej, zwłaszcza w perspektywie zbliżającej się matury. Jest ona napisana językiem ciekawym, nie tracąc jednak wartości merytorycznej. Mówiąc krótko - jestem zadowolony :)
W "Jolly Inn" udało się doprowadzić do rozmowy mojej skromnej osoby z panem Tadeuszem Majem, kombatantem, żołnierzem Brygady Karpackiej i II Korpusu Andersa. Został on odznaczony 19-krotnie odznaczeniami polskimi, brytyjskimi i australijskimi. Jest również autorem książki "Moje wojenne wspomnienia. 1939-1945".
Porozmawialiśmy nieco o początkach służby, o internowaniu na Węgrzech oraz o jego książce. Zaprosił mnie również do siebie na dłuższą rozmowę. Muszę się przygotować, znaleźć dobry dyktafon i zrobić "wywiad-rzekę". Pan Tadeusz jest naprawdę fascynującym człowiekiem, doskonałym gawędziarzem z z bardzo dobrą pamięcią (duży sukces jak na dziewiędziesięciolatka). Nie często zdarza się mówić z weteranami, ba! Z legendami :)

